Strona głównaŻycie Stanicy Kronika Rejs do Kopenhagi - maj 2011

Rejs do Kopenhagi

Na początku maja, załoga złożona z instruktorów i funkcyjnych HOW Stanica uczestniczyła w rejsie z Trzebieży do Kopenhagi.

Oto krótka relacja z tego rejsu:


Po długiej i dość męczącej podróży pociągiem dotarliśmy do Szczecina, skąd część załogi od razu pojechała przejąć jacht. Reszta zaś udała się ma zakupy aby uzupełnić zapasy żywnościowe. Skorzystaliśmy z uprzejmości Pana Mirosława Kiliana, który zawiózł całe jedzenie samochodem prosto do Trzebieży. Finalnie zaokrętowaliśmy się na jachcie s/y Bies w sobotę 30 kwietnia o godzinie 17:00. Jeszcze tego samego dnia przeszliśmy szkolenie manewrowe, oraz szkolenie z zasad używania instalacji jachtowych i poruszania się po pokładzie. Ze względu na trudne warunki żeglugowe na Zalewie Szczecińskim kapitan postanowił, że wypłyniemy dopiero w niedzielę rano.

Zgodnie z planem opuściliśmy COŻ w Trzebieży 1 maja o 8:30 i skierowaliśmy się do Świnoujścia. Po trzech godzinach wypłynęliśmy na pełne morze i obraliśmy kurs na północny zachód celem dopłynięcia do Kopenhagi. Szybko zweryfikowała się odporność załogi na chorobę morską i do wieczora mieliśmy już sześciu chorych, co jednak nie wpłynęło na szybkość zbliżania się do celu podróży. Około 20:00 minęliśmy wyspę Griefswalder i rozpoczęliśmy nocną wachtę, która dla większości załogi była pierwszą okazją w życiu do żeglugi po zmroku.

Poniedziałek powitał nas słonecznym lecz chłodnym porankiem, gdy byliśmy już niemal u wybrzeży szwedzkich. Skierowaliśmy się na zachód by po minięciu Trellborgu obrać kurs na Falsterbo Canal. Załoga już w znacznie lepszych nastrojach przystąpiła do zrzucania żagli. Po pokonaniu kanału popłynęliśmy torami podejściowymi do Kopenhagi, gdzie zacumowaliśmy w marinie królewskiej o godzinie 18:00. Szybko uporaliśmy się z klarem na pokładzie, a wachta kambuzowa przygotowała w międzyczasie posiłek. Zjedliśmy obiad i jeszcze tego samego wieczora wybraliśmy się na mały spacer po stolicy Danii, aby móc podziwiać jej uroki po zmroku. Następnego dnia również zwiedzaliśmy Kopenhagę. Najbardziej interesującą okazała się być dzielnica anarchistyczna Christiania oraz lunapark Tivoli, do którego wstęp jednak okazał się dla nas zbyt drogi. Niestety w połowie wycieczki złapała nas typowa duńskapogoda i na jacht wróciliśmy przemoczeni. Resztę dnia spędziliśmy odpoczywając, ponieważ plan przewidywał, że kolejnego dnia wypływamy o świcie.

W środę pobudka o 5:00, poranna toaleta i w morze. Najpierw z powrotem na Falsterbo Canal, a potem już wzdłuż wybrzeża szwedzkiego. Początkowy plan był taki, aby popłynąć na Bornholm, jednak ze względu na niepewną pogodę kapitan zdecydował o zatrzymaniu się w Ystad. Dotarliśmy tam o godzinie 18:30 i po wykonaniu klaru na pokładzie i kolacji ruszyliśmy na wieczorny spacer. Ze względu na późną porę ominęło nas zwiedzanie. Mogliśmy jedynie z zewnątrz podziwiać architekturę tego uroczego portowego miasta.

Kolejnego dnia już o 4:30 wyszliśmy w morze. Obraliśmy kurs na Hammerhaven - najbardziej wysunięty na północ port Bornholmu. Dotarliśmy tam o 14:30 i czym prędzej udaliśmy się na zwiedzanie ruin twierdzy na wzgórzu. Załoga od razu zakochała się w tym miejscu. O tej porze roku, gdy wszystko budzi się do życia jest tam szczególnie pięknie. Soczyście zielone trawy i pasące się na nich owce w połączeniu ze stromym kamienistym klifem i Morzem Bałtyckim, wyglądającym w tym miejscu bardziej jak Adriatyk, dają niesamowite wrażenie krainy jak z bajki. Nie mieliśmy jednak za dużo czasu aby podziwiać te widoki. Po zwiedzeniu ruin wróciliśmy na jacht i popłynęliśmy na wschód.

Po kilku godzinach żeglugi zacumowaliśmy w porcie na Christianso. Jest to maleńka duńska wysepka archipelagu Ertholmene. Mieszka na niej niecałe 100 osób, jednak w ciągu roku przypływa tam około 80.000 turystów (my byliśmy jednymi z pierwszych w tym sezonie). Wyspę otaczają mury obronne obsadzone armatami (pozostałość z XVII wieku). Jedna z pobliskich wysepek stanowi rezerwat ptaków (które poza jednym jeżem są jedynymi zwierzętami  żyjącymi na Ertholmene). Dla nas było jednak tego dnia trochę za późno na zwiedzanie. Zjedliśmy kolację i udaliśmy się pod prysznic (pierwsza kąpiel w ciepłej wodzie od początku rejsu). Następnego dnia z samego rana ruszyliśmy na spacer po Christianso. Obeszliśmy całą wyspę dookoła robiąc przy tym sporo zdjęć.

O godzinie 11:00 wyszliśmy z portu i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Pogoda nam sprzyjała. Zaczynało wiać ze wschodu a przy tym mocno świeciło słońce, więc nieco się opaliliśmy (kto by pomyślał - w maju na Bałtyku w czasie, gdy we Wrocławiu padał śnieg). Wybrzeże polskie zobaczyliśmy w sobotę przed południem. Dotarcie tam zajęło nam jednak jeszcze trochę czasu i tak o godzinie 16:00 zatrzymaliśmy się w Świnoujściu aby zatankować paliwo (co okazało się nie lada wyzwaniem ze względu na brak stacji posiadającej dystrybutor mogący obsługiwać także statki). Do portu w Trzebieży dotarliśmy o godzinie 20:00. Zjedliśmy kolację, po czym kapitan zarządził klar na pokładzie, gdyż następnego dnia z rana przyjechać miał armator aby odebrać jacht. Zabraliśmy się więc do roboty, a po sprzątaniu poszliśmy spać. W niedzielę rano w oczekiwaniu na przedstawicieli z Jacht Klubu "Nysa" zrobiliśmy kilka wspólnych zdjęć. Przejęcie jachtu poszło bez problemów i zaraz po tym czym prędzej ruszyliśmy na przystanek, aby dotrzeć autobusem do Szczecina.

Już w pociągu załoga zgodnie orzekła, że rejs był udany i zaczęła snuć plany na kolejną wyprawę. Dokąd i na czym tym razem?
Zobaczymy wkrótce ;)